Udostępnij
Facebookpinterest

Styczniowy bilans czytelniczy wypada całkiem nieźle. Przeczytałam 4 książki – każdą do końca, bez znużenia i wciskania „na siłę”. Łącznie 1672 stron. Każdą mogę polecić – pod warunkiem, że lubicie literaturę faktu bez upiększeń, bo tak się składa, że wszystkie  poniżej przedstawione to konkretny reportaż pokaźnych rozmiarów.

 

CHROBOT. Życie najzwyklejszych ludzi świata – Tomek Michniewicz

 

Lubię wszystkie książki Tomka Michniewicza. Podoba mi się jego punkt widzenia, sposób snucia opowieści i nazywanie rzeczy po imieniu. „Chrobot” to lektura, w  której nie ma wielkich bohaterów  wyrastających ponad przeciętną. To łatwy w odbiorze opis zwykłego, codziennego życia zwyczajnych ludzi z różnych części świata – Japonii, Indii, Afryki, Skandynawii, USA. Ich codzienne zmagania od dzieciństwa aż po dorosłe, samodzielne życie. Szczególnie warte uwagi są fragmenty obnażające kulisy działalności wolontariatów, funkcjonowania fabryk w Bangladeszu czy rezerwatów przyrody w Afryce. Michniewicz przedstawia smutną i dla wielu niewygodną prawdę. Choć osobiście uważam, że nie jest to najlepsze dzieło, które wyszło spod pióra autora, warte jest tego by je przeczytać, chociażby po to, by świadomie dokonywać wyborów zakupowych i lokować środki w pomoc charytatywną.

 

BURKA W NEPALU NAZYWA SIĘ SARI – Edyta Stępczak

 

„Burka…” jest mi o tyle bliska, że mniej więcej od czterech lat, przynajmniej raz w roku bywam w Nepalu. Choć wydawało mi się, że co nieco na temat kultury tego kraju już wiem, okazało się że nadal bardzo niewiele. Szczególnie jeśli chodzi o pozycję kobiet. Nepal z pocztówek, mierzony pryzmatem stolicy – Kathmandu jawi się jako kolorowe, przyjazne miejsce z pięknymi widokami i fajnym, backpakerskim klimatem. Tymczasem życie większości Nepalek niewiele różni się od życia muzułmanek.  „Urodzić się kobietą to przekleństwo, to oznaka złej karmy” głosi jedno z tamtejszych przysłów i to właściwie stanowi sedno tematu, którego podjęła się autorka. Kompletna dyskryminacja, głód, przemoc, podpalenia, wykluczenie, przymuszanie do prostytucji – to tylko niektóre problemy, z którymi na co dzień muszą mierzyć się nepalskie kobiety. Część z nich nawet nie próbuje tego zmienić, część mając dość życia w patriarchalnym systemie walczy o podstawowe prawa człowieka, stawiając na szali swoje zdrowie i  bezpieczeństwo. I właśnie o tym jest ta książka.

 

AMUNDSEN. OSTATNI WIKING – Stephen Bown

 

Amundsen to nie tylko dobra, skandynawska wódka. Amundsen to odkrywca, bohater, nonkonformista i człowiek czynu. Kim był i czego dokonał można bez trudu przeczytać w necie. Trzeba mieć jaja, żeby w czasach bez internetu i telefonów komórkowych wikłać się w takie historie. Poza biografią samego Amundsena ta książka to doskonałe  kompendium wiedzy o tym jak się organizować, jak motywować zespół i samego siebie, jak rozwiązywać konflikty w grupie, jak się nie poddawać i walczyć o swoje, jak trenować i nie odpuszczać, jak uczyć się na błędach i nie dawać za wygraną. Choć czyta się ją wcale nie łatwo, bo zawiera całkiem sporą część materiałów źródłowych pisanych topornym, staromodnym językiem uwielbiam ją i być może jeszcze kiedyś –  w ramach szukania motywacji –  do niej wrócę.

 

TOPR. Żeby inni mogli przeżyć – Beata Sabała – Zielińska

 

Zestawienie jest ułożone chronologiczne, ale ta książka to zdecydowanie nr 1 na tej liście. Temat przewodni: TOPR – instytucja, która ma ponad 100 – letnią tradycję. Tworzona przez ludzi, którzy choć na co dzień ryzykują życiem by nieść pomoc w ekstremalnych warunkach, nie bardzo lubią się tym chwalić. Wnikliwy opis ich codziennych zmagań, motywacji, umiejętności i walki z przeciwnościami. Historia o wielkich cudach, nadziei i bólu. Historia o życiu i śmierci, o sukcesach i porażkach. Każde zdanie, które przeczytałam w tej książce wywoływało emocje. Pochłonęłam ją w kilka dni, a co jakiś czas z wielką ciekawością szperałam w necie, żeby jeszcze mocniej zgłębić niektóre wątki i poznać wizerunki bohaterów. Porywa od pierwszych stron, jest napisana bez dłużyzn i przesadnych opisów, samo „mięso”, konkret. Lektura obowiązkowa dla wszystkich wytrawnych pasjonatów gór, ale i „niedzielnych” turystów. Poruszyła mnie na tyle, że w tym roku to właśnie na TOPR postanowiłam przeznaczyć 1% podatku, do czego mocno zachęcam.

Komentarze

komentarze