BUDDHA BOWL – PIECZONE BATATY I KASZA GRYCZANA

Udostępnij
Facebookpinterest

W moim życiu ostatnio sporo zmian. Dzieje się naprawdę dużo. Praca, remont i wreszcie przeprowadzka, ale wszystko po to, by w końcu zwolnić, zatrzymać się i skupić na tym, co naprawdę ważne. Po prawie 14 latach mieszkania niemalże w centrum Warszawy zamieszkałam w sąsiedztwie lasu i rzeki. Huk aut i gwar modnych knajp zamieniłam na ciszę i własne grządki. Wprawdzie do stolicy mam nadal całkiem blisko, bo na stałe pewnie trudno byłoby mi się z nią rozstać, ale póki co budzi mnie śpiew ptaków, raduje zieleń i własne maliny. W związku ze zmianami w moim życiu swoją metamorfozę przechodzi również blog. Oprócz przepisów będę wrzucać na niego trochę informacji o ziołach, medycynie naturalnej, ajurwedzie i pokrewnych im tematach. Ogólnie rzecz ujmując o wszystkim, co mi w duszy gra, w co wierzę i co sama praktykuję.

Kilka dni temu pisałam o tym, że buddha bowl czyli kolorowa misa obfitości to moje wielkie odkrycie i zajadam się nią niemalże codziennie. Szczególnie teraz, w tym mocno zabieganym momencie to właśnie ona trzyma mnie na nogach. Ktoś z Was może zapytać czy mi się nie nudzi? Oczywiście, że nie! A to dlatego, że za każdym razem jest inna. Skład zależy od tego na co akurat mam ochotę i co aktualnie zalega mi  w lodówce, zakładając oczywiście, że są to zdrowe i pożywne elementy.

Buddha bowl to świetny sposób na zaoszczędzenie czasu i nie marnowanie jedzenia

Pomijając już sam fakt, że taki posiłek naprawdę dobrze smakuje i jest mocno zróżnicowany, ma jeszcze jedną zaletę – jest dobrym sposobem na to, żeby zmobilizować się do planowania i wcześniejszego przygotowania lunchu lub przekąski.  Ja np. piekę jednorazowo więcej buraczków albo od razu gotuję więcej kaszy, co finalnie minimalizuje czas spędzony w kuchni. Buddha bowl pomaga mi ograniczyć ilość pożywienia wyrzucanego do kosza.  Niestety cały czas mam tendencję do kupowania produktów w nadmiarze.  Mam absolutną świadomość tego, że dobrze byłoby coś z tym zrobić, próbuję nad tym panować, ale nie zawsze się udaje…Nie wszystko wykorzystuję od razu i bywa, że w lodówce zostają mi jakieś pojedyncze sztuki marchewki, pieczarek, batatów czy innych podobnych składników, z których samodzielnie ciężko coś wyczarować. Wszystkie te końcówki do takiej misy pasują jak znalazł.

Buddha bowl z pieczonymi batatami i kaszą gryczaną – mój pomysł na dzisiejszy lunch

Tym razem w mojej misie znalazły się: kasza gryczana, pieczone bataty, duszone pieczarki, surowy jarmuż, chrupiąca, świeża papryka czerwona i surówka z czerwonej kapusty. Bataty upiekłam w oregano, bazylii i soli morskiej, a do pieczarek dodałam świeży tymianek. Jarmuż polałam świeżym dressingiem miodowo-cytrynowym.Polecam Wam serdecznie – taką lub Waszą własną.

Na zdrowie!

Komentarze

komentarze