fbpx
Udostępnij
Facebookpinterest

Jeszcze do niedawna zupełnie zapominałam o tym, że czasem dobrze jest się napić. Nawet w wielkie upały łapałam gdzieś w locie łyk wody, kawy, albo herbaty i biegłam dalej. To wystarczało na długo i dosyć długo nie niosło ze sobą przykrych konsekwencji.

Sytuacja zmieniła się pod koniec zeszłego lata. Po kilku dniach solidnych upałów połączonych z dosyć intensywnym funkcjonowaniem na co dzień (praca, obowiązki, wysiłkowy trening) organizm się zbuntował. Chyba po raz pierwszy doświadczyłam czegoś, co można nazwać dużym odwodnieniem, na tyle mocnym, że nie chcę już nigdy więcej tego powtarzać.

Zawroty głowy, dreszcze, nudności, kołatanie serca, poty, dziwne stany lękowe – ogólnie bardzo nieciekawie i bardzo, bardzo nieprzyjemnie. Po tym doświadczeniu zaczęłam wreszcie(!) zwracać uwagę na to co i w jakich ilościach wypijam. Zawsze piłam bardzo dużo herbaty, ale ona nie pomaga. Potrzebna jest woda. Woda mi jednak w żaden sposób nie pasowała, a już na pewno nie w takich ilościach, jakie zalecają eksperci. Z trudem wypijałam 2 szklanki, a co dopiero mówić o 2-3 litrach! Miałam nawet zainstalowaną w telefonie specjalną aplikację, która miała mi ułatwiać zadanie, ale na nic się zdała. Bardziej przeszkadzała niż pomagała. Soki, mrożone herbaty skreśliłam od razu – nie chciałam dobijać się cukrem i dodatkowymi kaloriami. Woda z cytryną po jakimś czasie też zaczęła wychodzić mi bokiem.

Pomocna okazała się książka „Zdrowe wody czyli pyszne wody smakowe i izotoniki”. Właściwie nie próbowałam 1:1 żadnego przepisu, który się w niej pojawia. Pomimo tego, okazała się ona wielką inspiracją i motorem do tego, żeby poza samą cytryną do wody wrzucać też inne składniki, i tak jak w przypadku gotowania, nie bać się odważnych eksperymentów. Dzięki kombinacją wreszcie zaczęłam pić dużo więcej wody i panować nad sytuacją.

Przez długi czas moją ulubioną wodą smakową była woda z grejpfutem i rozmarynem, potem zastąpiła ją woda z arbuzem, cytryną i miętą. W to lato poszłam o krok dalej i wymyśliłam sobie 3 nowe połączenia, które w upalne dni cieszyły nie tylko mnie, ale każdego kto mnie odwiedzał.

woda w szklance z owocami

WODA Z POMARAŃCZĄ I ŚWIEŻYM TYMIANKIEM

Pokrój dobrze wyszorowaną pomarańczę w grube plastry, razem ze skórką, dodaj do tego kilka gałązek świeżego tymianku, lekko ugnieć łyżką lub tłuczkiem, zalej wodą

WODA Z MALINAMI, BAZYLIĄ I CYRTYNĄ

Pokrój dobrze wyszorowaną cytrynę w grube plastry, ze skórką, dodaj kilka listków świeżej bazylii, lekko ugnieć łyżką lub tłuczkiem, dodaj solidną porcję świeżych malin, zalej wodą

WODA Z KIWI, MIĘTĄ I LIMONKĄ

Pokrój dobrze wyszorowaną limonkę w grube plastry, ze skórką, dodaj kilka listków świeżej mięty, lekko ugnieć łyżką lub tłuczkiem, dodaj obrane i pokrojone w plastry kiwi, zalej wodą

Jakiej wody najlepiej używać? Takiej jaką lubisz! Może być gazowana, może być bez bąbelków. Ja używam filtrowanej kranówki, bo taką pijam na co dzień. Jeśli dodasz do niej odrobinę soli i miodu każda z tych propozycji zamieni się w naturalny, domowy izotonik – w sam raz na to, żeby przetrwać upały i wyczerpujące dni.

Komentarze

komentarze